I kto by pomyślał, że to już nastał rok następny. Na tej samej strzelnicy, równy rok temu, rywalizowaliśmy w duchu przyjaźni i koleżeństwa o Puchar Przechodni PKM – w Kanadzie. To zeszłe wydarzenie zamieściliśmy na kartach historii naszego Klubu. A ostatnie nasze zmagania po strzelbie na strzelnicy „GALT SPORTSMEN CLUB” rozegraliśmy w iście koleżeńskim układzie w dniu 10 września 2006 roku. Formuła konkurencji „Sporting Clay” jest z gruntu rywalizacją nieprzewidywalną, a to wynika z zawiłych kombinacji tkwiących w strzeleckich konkurencjach usytuowanych w naturalnych leśnych przecinkach. Jest to autentyczne strzelectwo myśliwskie, które samo w sobie pobudza duże zainteresowanie i sprzyja zaprawionym „w bojach” strzelcom.

Dla mniej obytych, a tym samym jeszcze bardziej dla nowicjuszy, jest to zbyteczne nadwyrężanie zapału początkującego myśliwego, który w takich okolicznościach może utracić wiarę w swoje strzeleckie umiejętności. Jako stary nemrod obyty z dziesiątkami strzelnic, pragnę drogą symulacji wyjaśnić na czym polega ten przekręt wobec rozpoczynających strzelectwo myśliwskie. Ano w tym, że taki nowicjusz jeszcze z bronią nie obyty, bez żadnego elementarnego przeszkolenia w strzelectwie wyczynowym (bo takie jest strzelanie do rzutków), boryka się ze złożoną gamą problemów objętą kinematyką. I w tym momencie, nawet gdyby ktoś z doświadczonych strzelców chciałby mu pomóc, to nie byłby wstanie tego dokonać, ponieważ w tej konkurencji nie ma punktu odniesienia. A na niektórych stanowiskach rzutki lecą lotem owadów, imitując w założeniach np: przebieg zająca, co jest już w całej rozciągłości falsyfikatem strzelectwa myśliwskiego. Do tego dochodzi jeszcze nieprofesjonalne sędziowanie (bo normalnie jeden pisze, a drugi jest wyłącznie obserwatorem), co ostatecznie powoduje, że w dużej mierze nasz strzelecki wysiłek idzie tylko w „gwizd”. I to już dotyczy nie tylko nowicjuszy ale również i tych zaawansowanych. Dlaczego o tym wspominam i wyrażam swoją opinię. Bo autentycznie zależy mi na tym, żeby koledzy z naszego Klubu skutecznie i efektywnie podnosili swoje umiejętności strzelectwa myśliwskiego. Skąd to się wzięło takie stanowisko? A no stąd, że to co dostrzegam tu w Kanadzie (na tzw. „Parkurze”) było już dawno przećwiczone w Europie. To pierwsi Niemcy a po nich Francuzi dawno temu uprawiali podobne „leśne” strzelectwo. Im gęstszy las, tym im się wydawało, że jest fajniej i szybciej od innych nabywają umiejętności strzeleckie. Ale strzelanie europejskie to strzelanie z przyrzutu. I to w pozycji jednoznacznie określonej, czyli „z pod żółtego paska” naklejonego przez sędziego zawodów na kamizelce strzelca. I co się okazało, że w tych enklawach leśnych nie dało się w miarę sprawiedliwie określić powtarzalność lotów rzutków. Powiew wiatru na niektórych stanowiskach w niesprzyjających warunkach uniemożliwiał oddanie prawidłowego strzału nie mówiąc już o podobnych czy nawet zbliżonych warunkach. Do tego rozbijane rzutki o gałęzie, czyniły z takich zawodów istne kuriozum, w ślad za którym następowały nieporozumienia. A to wadziło naszemu ugrupowaniu łowieckiemu, które z gruntu rzeczy wspiera się na monolicie koleżeństwa. I biorąc to wszystko pod uwagę, europejscy myśliwi po zasmakowaniu „leśnego strzelectwa”, wyszli na czyste pole lub leśną polanę i usytuowali na niej cztery stanowiska śrutowe i dwa kulowe. A wspomniany „Parkur” pozostawili, ale nie w leśnych gąszczach lecz na przejrzystych polanach, z czego korzystają amatorzy nie myśliwi pod okiem instruktora i autentycznie „wyborowi strzelcy” w strzelectwie myśliwskim.

Ci pierwsi, co obserwowałem na takiej strzelnicy pod Paryżem, strzelali, co z przykrością muszę powiedzieć podobnie jak i tu w Kanadzie. Czyli z przyciskiem kolby do policzka, co przeczy praktycznemu łowiectwu, które w warunkach terenowych wymaga od nas predyspozycji strzelania z przyrzutu. Gdy tego prawidłowego odruchu wyzbędziemy się poprzez strzelanie „sportowe”, na pewno na leśnej niwie będziemy się „godzić” z porażką za porażką. Oczywiście do czego się nikomu nie przyznamy, ale w głębi serca to sami sobie wówczas tylko przyznamy rację, która tkwić będzie w rzeczywistej prawdzie, którą pozwoliłem sobie Wam przedstawić. A najlepszym sprawdzianem na te moje dywagacje, byłoby autentyczne polne polowanie na kuropatwy. Czy nawet na zające. Albo w trakcie brodzenia za kaczkami. Z wieloma kolegami już na ten temat rozmawiałem i w odpowiedzi usłyszałem, – bo tu w Kanadzie tak się strzela! Ta argumentacja jest wystarczająco wymowna w stosunku do zaistniałego stanu, który w całej rozciągłości nie znajduje do samego końca przekonywującej odpowiedzi. Wyobraźmy sobie, że przyszłoby nam za rywalizować z myśliwymi z Polski na strzelnicy myśliwskiej o profilu ujednoliconym już na całym europejskim obszarze. A profil tego strzelania obejmuje następujące konkurencje śrutowe: bażant, ruchoma sylwetka zająca (35 m.) , skeet i trap (z miejsca i podchodu) oraz kulowe: kozioł, lis ( ze 100 m. a nie jak jest u nas w Kanadzie z 92 m.) i do sylwetki ruchomej dzika z 50 m. Myślę, że nawet nasi wytrawni strzelcy z Kanady w konfrontacji ze średnią klasą strzelecką z Polski, byliby bez szansy na zajęcie dobrego miejsca. Co zrobić by to zmienić? Moim skromnym zdaniem, wyjść z lasu i postrzelać sobie skeet i trap oraz konkurencję kulową statyczną do sylwetki kozła i lisa. Zorganizować, - czyli wykonać - stanowisko ruchomej sylwetki zająca i dzika. Co nie jest w naszych warunkach niemożliwe.Ta ostatnia jest nawet konkurencją olimpijską. Na dwóch pierwszych konkurencjach śrutowych można dokonywać powtórki na „trudnych” stanowiskach, po to, by strzelający zrozumiał do końca, o co tu faktycznie chodzi. Co w swoim układzie strzeleckim i w swojej postawie, strzelający ma autentycznie skorygować, by w ostateczności celniej strzelać. Dopiero gdy to się zrozumie i osiągnie się w miarę zadawalające wyniki na skeet i trap, wtedy to dopiero można udać się na leśne strzelanie tzw.”Parkuru”. A tam już zaprawiony w bojach strzelec będzie umiał sam sobie korygować swoją postawę strzelecką. To jest tylko mój głos w dyskusji. Jeśli widzisz to inaczej, to przedstaw swój punkt widzenia i napisz do naszej strony internetowej. Wielogłos będzie najlepszym drogowskazem na dalsze nasze poczynania w ramach Polskiego Klubu Myśliwskiego w Kanadzie – Niech Bór Darzy i Święty Hubert tym, co mają odwagę w gronie koleżeńskim jawnie dyskutować. Niezależnie od wszystkiego, wróćmy jednak do dnia, który w pełni był sprzymierzeńcem naszej jedności i integracji w Polskim Klubie Myśliwskim. Już zwyczajowo pogoda nam dopisała, tak samo jak i frekwencja. Ci co lubią rywalizować w strzelectwie myśliwskim stawili się w komplecie. Do nich dołączyli też miłośnicy tej dyscypliny, którzy w ramach klubowej imprezy wystąpili jako nasi goście. Liczbowo to tak wyglądało, że zaszczyciło strzelecką imprezę 22 członków PKM z czego 17 strzelało w leśnym „Parkurze” na 10 stanowiskach z możliwością uzyskania 50 punktów łącznie. Natomiast ze strony gości było 19 osób, z czego 6 strzelało pod nadzorem doświadczonych kolegów z naszego Klubu PKM. Zgodnie z porządkiem ustalonym przez Zarząd PKM, w tym dniu przewidziano również czas na wspólny piknik myśliwski. Prezes Zarządu PKM Wojciech Posłuszny przywitał obecnych i jednocześnie rozpoczął odprawę. Wyjaśnił obszernie wszystkie problemy i ewentualne trudności, które mogą wystąpić w trakcie odbywania strzelań. Po wystąpieniu kol. Prezesa zasady bezpieczeństwa i postępowania z bronią na strzelnicy wyjaśnił uczestnikom zawodów Łowczy Klubu PKM kol. Jan Zych. Gdy odprawa dobiegła końca, nastał czas formowania się kolegów w grupy strzeleckie. Z wymienionych 17 kolegów członków PKM, utworzono dwie grupy po 6 osób i jedną 5-cio osobową. Goście stanowiący 6-cio osobowe grono podzielono na dwie trzyosobowe grupy. Jako pierwsi strzelanie rozpoczęli koledzy z PKM a po nich wskazani goście. „Parkur”, jak już wcześniej wspomniałem, jest wymagającą dyscypliną i strzelający z „jako takim doświadczeniem” uzyskiwali ponad 50% możliwych do przechwycenia punktów. Ze zdobytych wyników można się zorientować, że tylko pierwsza trójka przeskoczyła 60%. A jeden tylko Wiesław Ciapierzyński wystrzelał 74% co zahacza już o klasę mistrzowską (75%). Rywalizacja, jak przystało na doświadczonych dżentelmenów, była szlachetna i mieściła się w ryzach naszych zwyczajów myśliwskich.

Lista wyników uzyskanych przez członków PKM

Lp.

Imię i Nazwisko

Ilość zdobytych punktów

Zajęte miejsce w klasyfikacji

1.

Wiesław Ciapierzyński – G1,

37

I.

2.

Jan Zych – G2,

32

II.

3.

Kazimierz Maziarka – G3,

30

III.

4.

Jan Hołody – G1,

28

IV.

5.

Adam Zych – G3,

27

V.

6.

Krzysztof Karpiel – G2,

26

VI.

7.

Michał Kiełb – G1,

26

VI.

8.

Aleksander Podgorzec – G3,

24

VII.

9.

Adam Pakuła – G3,

24

VII.

10.

Zdzisław Guśtak – G2,

22

VIII.

11.

Janusz Walow – G1,

20

IX.

12.

Bogdan Terek – G1,

19

X.

13.

Mieczysław Symonowicz – G1,

17

XI.

14.

Andrzej Pietruszko – G3,

16

XII.

15.

Jerzy Rettinger – G2,

15

XIII.

16.

Tadeusz Wlazło – G2,

13

XIV.

17.

Roman Rzeszowski – G2,

12

XV.

- G1, G2 i G3 – oznaczenie grup strzeleckich;

Należy podkreślić, że poza kolegami biorącymi udział w zawodach, czynnie w tym dniu uczestniczyło jeszcze 5-ciu naszych kolegów z PKM, którzy brali udział w przygotowaniu do tej całej imprezy. A ona obejmowała nie tylko oprawę zawodów strzeleckich, lecz także przygotowanie „stołu z jadłem” dla ponad 40-stu uczestników tego spotkania. A ta liczebność wynika (40-stka) z listy uczestników – 22 członków PKM i 19 gości. W tym zakresie swoim zaangażowaniem wykazali się: Bogdan Podgorzec, Wojciech Posłuszny, Ryszard Czapczyk, Stefan Otremba i Mirosław Bekas bez którego nie byłoby tylu łakoci na tym polowym stole. Pozostaję w przekonaniu, że wszyscy obecni, którzy posmakowali dobrodziejstw „kuchni Mirosława” są mu z całego serca za to wdzięczni. Również i wymienieni koledzy, którzy w tych przygotowaniach uczestniczyli mają od nas wszystkich słowa podzięki wsparte staropolskim „Darz Bór i Święty Hubert!”. Zaproszeni goście strzelali w dwóch grupach na 5-ciu stanowiskach „Parkuru” i na trapie.

Lista wyników uzyskanych przez gości PKM

Lp.

Imię i Nazwisko

Ilość zdobytych punktów

Zajęte miejsce w klasyfikacji

1.

Kazimierz Kozibroda – G2,

41

I.

2.

Andrzej Przybyła – G1,

31

II.

3.

Sebastian Czapczyk – G2,

30

III.

4.

Andrzej Drozd – G1,

22

IV.

5.

Szymon Malinowski – G2,

15

V.

6.

Andrzej Cerencewicz – G1,

13

VI.

- G1 i G2 – oznaczenie grup strzeleckich;

Ewenementem tych zawodów jest pozycja Kazimierza Kozibrody, który uzyskał 82% trafień. Pomijając fakt strzelania z pozycji „sporting”, jestem co do Kazimierza przekonany, że na otwartych zawodach w strzelaniu z przyrzutu przechwyciłby nawet ponad 60% celnych strzałów. A przy odrobinie treningu w pozycji wyczynowej, miałby szansę powrócić do ponad 80% trafień. Należy też pozytywnie ocenić uzyskane wyniki przez Andrzeja Przybyłę i Sebastiana Czapczyka. Ich wyniki są również godne zachwytu, zważając na to, że dokonali tego jako w pełni amatorzy. Im też polecam trening pod „okiem” instruktora a jakość ich wyników przesunie się znacznie wyżej. Myślę, że mnie posłuchają i znajdą w skali roku kilka dni na trening strzelecki. Tak samo zachęcam pozostałych Andrzeja Drozda, Szymona Malinowskiego i Andrzeja Cerencewicza do kontynuowania swojej pasji poprzez powtórzenia treningowe. Być może wówczas zniknie przeszkadzająca trema, a jej miejsce zajmie koncentracja która zapewne wesprze posiadane już przez nich umiejętności. Chcąc lepiej a zarazem celniej strzelać, trzeba temu poświęcić trochę czasu – no i środków uskładanych w porcelanowej sakiewce. Proponuję to Wam i oświadczam, że warto to uczynić o czym możecie przekonać się za rok na następnych zawodach. Gdy zawody dobiegły końca, nastąpił czas na ich podsumowanie, które wyłoniło listę zwycięzców. Wręczanie nagród i dyplomów z załącznikiem pięknej statuetki imitującej sylwetkę myśliwego, dokonali członkowie Zarządu PKM w Kanadzie Prezes Wojciech Posłuszny i Łowczy Jan Zych. Akt wyróżnień najlepszych strzelców na dzisiejszym „Parkurze” przeobraził się w ceremonię prezentacji osobowej aktywnych członków Polskiego Klubu Myśliwskiego w Kanadzie. A to stało się i za przyczyną gości, jako osób towarzyszących, które spontanicznie chciały uczestniczyć w celebrze wyróżnień swoich bliskich. Wyróżnieni w tym dniu uzyskali rezultaty i zajęli następujące lokaty:

W grupie członków PKM Kanada:

  1. Wiesław Ciapierzyński - ..................... – z wynikiem 37/50 pkt.
  2. Jan Zych - .......................................... – z wynikiem 32/50 pkt.
  3. Kazimierz Maziarka - ......................... – z wynikiem 30/50 pkt.
  4. Jan Hołody - ...................................... – z wynikiem 28/50 pkt.
  5. Adam Zych - ...................................... – z wynikiem 27/50 pkt.

W grupie gości:

  1. Kazimierz Kozibroda - ........................... – z wynikiem 41/50 pkt.
  2. Andrzej Przybyła - ................................. – z wynikiem 31/50 pkt.
  3. Sebastian Czapczyk - ............................ – z wynikiem 30/50 pkt.

Po wręczeniu wyróżnień i nagród ufundowanych przez PKM w Kanadzie oraz sesji zdjęciowej rozpoczął się piknik, który trwał do późnych godzin popołudniowych. Było to w pełni integracyjne spotkanie „kanadyjskiej braci łowieckiej”. Karty historii PKM Kanada odnotowały kolejne ze wszech miar udane spotkanie Polaków kochających otaczającą nas naturę i uwielbiających myślistwo. Po tak udanym spotkaniu w pełni nadziei oczekiwać będziemy na następne nasze wspólne imprezy. Darz Bór

Michał Kiełb