Polski Klub Myśliwski w Kanadzie zorganizował, jak corocznie, polowanie na bażanty. Na to polowanie stawiło się 17 myśliwych, którzy z umówionego miejsca zbiórki w Bolton, udali sie na kolejne wspólne spotkanie na terenie farmy „PINEGROVE PHEASANT FARM” w Castleton. Po załatwieniu formalności oraz odbyciu odprawy przez Łowczego Jana Zycha z zebranymi myśliwymi, zgodnie z zasadami rozdziału pól do polowań, Łowczy uformował myśliwych w trzy grupy.

Dokonał to w taki sposób, ze w każdej grupie był minimum jeden pies myśliwski. Jak się później okazało, to na śnieżnej pokrywie wpuszczone bażanty byłyby nie do wyciagnięcia z porostów przysypanych śniegiem, bez tych wspomnianych psów. W tym miejscu naszym kolegom, właścicielom wyżłów i labradora, podziękować za dar użyczenia psiej posługi – serdecznym Darz Bór! Nie wiem, czy wszyscy koledzy zdaja sobie z tego sprawę, że aby przez parę godzin nacieszyć się efektywnym polowaniem z psem, należy cały rok nim się opiekować. Takie użyczenie psa drugiemu koledze, jest gestem ponad wszystko, a w ostatecznym rozrachunku świadczy, ze ci psiarze są wspaniałymi kolegami i maja duże zasługi w integracji naszego Klubu. Efekt tego polowania, jak na te warunki, wypadł pomyślnie, ponieważ uszło nam tylko tyle bażantów ilu nas polujących było na tych łowach.A uzysk zamknął się w 47 sztukach. Nie było pudlarzy, ani króla polowania. Za to była wspaniała koleżeńska atmosfera. Po polowaniu, jak przystało myśliwym szacunkiem darzącym knieje, został ułożony pokot, odbyła się sympatyczna odprawa, po której przystąpiono do części kulinarnej polowania. W trakcie biesiady, jednemu z naszych kolegów w trakcie suszenia przypieczono obuwie i to była jedyna pozycja po stronie „straty” w rozliczeniu tego udanego spotkania.