Dzień rozpoczął się wyjazdem o świcie. O poranku można zobaczyć wiele zwierząt, które później chowają się przed palącym słońcem. Muszę przyznać, że mam dużo szczęścia.W czasie jazdy oglądam pasące się stadko impali, to znów dwa gnu przemykają dość szybko. Mijamy kilka bawołów przyglądających się nam uważnie, ale są też przedstawiciele miejscowego ptactwa. Jakież to wielkie szczęście móc zobaczyć te wszystkie zwierzęta w ich naturalnym środowisku.


Wreszcie docieramy do wzgórza. Wiele sobie po nim obiecywałem. Dzisiaj polowanie na kudu. Opuszczamy samochód wraz z moim zawodowym myśliwym. P.H ( Profesional Hunter) to specy czny zawód, który wymaga ciągłego przystosowania się do terenu i zwierzyny. Benny pomimo młodego wieku posiada duże doświadczenie myśliwskie. Idzie pierwszy, za nim buszmen i ja. Jeszcze parę skoków i jesteśmy u podnóża góry.
Słońce nieubłagalnie wznosi się coraz wyżej. To jeszcze ranek, ale upał zaczyna już doskwierać. Instalujemy się na stoku niewysokiego wzgórka porośniętego kępami buszu. Przed nami sawanna. Tu właśnie przyszło nam wypatrywać kudu. Pomimo mojego myśliwskiego doświadczenia zdobytego na dwóch kontynentach muszę polegać na umiejętnościach lokalnych myśliwych. Także i teraz pozostawiam im zajęcie wypatrywania kudu gdzieś tam na sawannie. W czasie, kiedy oni zajmują się przeglądaniem terenu, ja kontempluję. Pożeram wzrokiem widoki pod jasnoniebieskim niebem. Przede mną rozległa trawiasta równina o niezbyt bujnym drzewostanie. Miejscami widać wyizolowane wzgórza skalne, otoczone pofałdowanym terenem. Obserwacja tej dzikiej natury uczy umiejętności wczuwania się w nią. Lekkie puknięcie w ramię wyrwało mnie z tego błogiego stanu. To Benny ściszonym głosem oznajmił mi dobra nowinę. Buszmen dzięki swym nadzwyczajnym zdolnościom spostrze- gawczym, na odległość wyłuskał gdzieś daleko na sawannie pięknego kudu. Tak więc za chwilę ruszamy w podchód...