Bobry

Mississauga 14.06.2005 rok

Postanowieniem polskich myśliwych, z Polskiego Klubu Myśliwskiego Kanadzie, swoje obserwacje z polowań i leśnych duktów - będą z wolą nieprzymuszoną, na papier przenosić, dla miłujących naturalne środwisko i świat zwierząt, a przede wszystkim dla potomnych!

Artykuł dyskusyjny - z cyklu;

Promocji przyrody oraz postawy
Myśliwych-Polaków w Kanadzie,
Jako ludzi oddanych i uwielbiających,
Piękno zasobów naturalnego Środowiska,
W każdym zakątku Świata!

Bobry europejskie, azjatyckie i amerykańskie, objęte skalą Świata.

Gdyby bobry miały w naturze swego ustroju choć trochę ze szczurzego podejścia do życia, to populacji ludzkiej żyło by się o wiele gorzej. Byłby to, za ich pośrednictwem, jeszcze jeden żywioł z którym człowiek musiałby się nieustannie wzmagać. Jaką istotą jest człowiek nie muszę w tym miejscu uzasadniać, ale przy daniu bobrom odrobiny szansy w postaci niewielkiego zejścia ludzi z progu wykształtowanej przez siebie cywilizacji, dałoby się wówczas zauważyć ich znaczącą przewagę. To hipotetyczne podejście ma w pełni swoje uzasadnienie, ponieważ już wielokrotnie zostało ono potwierdzone przez samo życie.

W warunkach kanadyjskich „zjawisko ingerencji bobrów” w siedziby populacji ludzkich jest znikome a to ze względu na ogromne przestrzenie z jakich bobry mogą tu korzystać, równocześnie żyjąc w pełnej dzikości. Kanadyjskie zagęszczenie populacji ludzkiej wynosi 3,6 osoby/km2, a w prowincji Ontario, waha się w około 10 osób/km2. W Polsce natomiast „zjawisko ingerencji bobrów”, odczuwalne jest przez ludzi zamieszkujących tereny wiejskie, a szczególnie te, gdzie jest dużo akwenów wodnych oraz cieków wodnych w postaci niewielkich strumyków i potoków. Z oczywistych względów są to tereny wodno-bagienne. Przy polskim zagęszczeniu populacji ludzkiej, która wynosi około 125 osób/km2, oraz przy występowaniu ponad 22 tys. bobrzych osobników na terenie Polski, to „zjawisko” przeobraziło się w problem wagi państwowej, a to z powodu ogromnych szkód w skali kraju, powstałych poprzez ciągłe rozpowszechnianie się populacji bobrów. Jako bezpośrednio zainteresowany i zarazem jako obserwator tego „zjawiska” w Województwie Świętokrzyskim, dostrzegłem jak na moich oczach dochodziło do czegoś nieprawdopodobnego, spowodowanego ekspansją dzikich zwierząt na naturalne środowisko. Na przykładzie wymienionego województwa i na podstawie zaistniałych okoliczności, związanych z ochroną i reintrodukcją bobrów, doszło do nie przewidywalnych skutków przyrodniczych i konsekwencji ekonomicznych, które stały się nie do zrealizowania.

Jako ekolog łowiectwa po specjalizacji uzyskanej na Uniwersytecie Jagiellońskim i również jako miłośnik tematyki łowieckiej, postanowiłem wgłębić się w to zagadnienie od strony praktycznej. W wyniku takiego postanowienia, nawiązałem współpracę z Zakładem Badań Łowieckich UJ w Krakowie kierowanym przez prof.dr hab. Bogusława Bobka oraz z prof.dr hab. Wirgiliuszem Żurowskim - kierującym Zespołem Badawczym nad Hodowlą Zwierząt Nieudomowionych w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN. W tym konkretnym przypadku, moje osobiste zaangażowanie polegało na tym, że miałem znaleźć odpowiedni biotop do zasiedlenia bobrów. To miało miejsce na początku lat osiemdziesiątych, aż do momentu, kiedy to w październiku w 1985 roku dokonano reintrodukcji, czyli wpuszczenia czterech par bobrów /na rzece Czarnej w okolicy Rakowa 40 km od Kielc/, odłowionych w rejonie suwalskim. Do 2002 roku populacja tych zwierząt, swoją liczebnością przerosła wszelkie oczekiwania. Było ich w tym czasie ponad 600 sztuk. Już w połowie lat dziewięćdziesiątych, należności tytułem odszkodowań za wyrządzone szkody bobrze, sięgały w skali tego województwa kilkudziesięciu milionów złotych. I te odszkodowania /ustalone zgodnie ze sztuką/ nie były możliwe do realizacji na tak ogromną skalę. A wynikało to przede wszystkim ze zniszczonych przez bobry akwenów wodnych przeznaczonych na hodowlę ryb.

W tych akwenach bobry najczęściej niszczyły system zaporowy wody, czyli tzw. groble, w wyniku czego właściciele gospodarstw rybnych ponosili ogromne straty. Te straty wynikały w zdecydowanej większości z niespodziewanego wypustu ryb z tych akwenów do rzek, a to z powodu wykonanych przez bobry nor, łączących stawy hodowlane z nurtem pobliskiej rzeki. Nierzadko wówczas miały miejsce i takie przypadki, że indywidualne odszkodowanie przekraczało znacznie ponad milion złotych. Po odmowie wypłaty za oszacowane odszkodowania, byli i tacy, co wystąpili o nie do Sądu. Skutkiem tego postępowania wielu hodowcom ryb, pozostał jedynie wyrok w ręku, albo komornik z tym wyrokiem, który mógł tylko „powędkować” za tymi rybami w pobliskiej rzece. Ci natomiast hodowcy co negocjowali wysokość odszkodowań ze stosownym Wydziałem Ochrony Środowiska UW /czyli z Wojewodą/, najczęściej otrzymywali je w wysokości około 10%. Te 10% przyznawanego odszkodowania w dziwny sposób i z niezrozumiałych względów, szybko zostały zaakceptowane. W następstwie takich okoliczności powtarzalność występowania szkód spowodowanych „przez bobry” była zaskakująco regularna a wartość ich, jak poprzednio - bardzo wysoka. Odszkodowania za zgłaszane szkody, pomimo autorytatywnych kosztorysów, były już tylko negocjowane, a wypłaty za utracone mienie nie przekraczały wskazanych 10% faktycznej należności. W podsumowaniu tego wątku można tylko tyle powiedzieć że w tym przypadku bobry zdecydowanie pokonały człowieka i to nie tylko na płaszczyźnie naturalnego środowiska ale i również i na tej „drugiej”niwie, o czym się zapewne państwo domyślacie.

Innym przypadkiem znaczących szkód wyrządzanych przez bobry, to podkopywanie wałów ochronnych wzdłuż rzek, czyli umocnień przeciwpowodziowych. Zjawisko to było na tyle dokuczliwe, że ujawniało się dopiero w przypadku zaistnienia powodzi. Plątanina długich nor, na spodach wałów ochronnych, nierzadko była główną przyczyną ich przerwania w skutek zaistnienia powodzi. Ponieważ w Polsce bóbr jest zwierzęciem prawnie chronionym, to skutki prawne wynikające z „jego postępowania” wobec Skarbu Państwa, niwelują się z mocy prawa. Czyli inaczej rozumując właściciel grobli nadrzecznych i jednocześnie bobrów, sam sobie z własnych środków musi naprawić poniesione szkody. A problem jest niebagatelny, bo w obecnej chwili szkody spowodowane na tym odcinku przez bobry, w skali całego kraju, sięgają wielkości setek milionów złotych. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że jak dotąd, nic w Polsce pożytecznego się w tym kierunku nie robi. Dramatyczne skutki tego odczują rodacy przy każdej następnej powodzi. A szkoda że można tylko nad tym problemem poubolewać.

Dość powszechną szkodą wyrządzaną przez bobry, jest zalewanie łąk, obszarów leśnych i pól uprawnych. Bobry budując swoje fortyfikacje w postaci długich tam nabrzeżnych, w poprzek rzek oraz kaskad wielozaporowych i żeremii, powodują nierzadko powstawanie dużych rozlewisk wodnych, które zatapiają wymienione użytki leśne i uprawne. W obecnej chwili pomimo obszernego zasięgu tych szkód, nie są one bynajmniej w omawianym województwie znaczące. A to wynika z przeważającej części ugorów, występujących w najbliższym otoczeniu siedlisk bobrzych. Z własnego doświadczenia wiem, że w przypadku tego rodzaju szkód, właściciele zalanych gruntów dostawali w użytkowanie nowe grunty i to na warunkach stawianych przez poszkodowanego. Wypłaty z tego tytułu, w przypadku zamiany gruntu, nie były realizowane. Z biegiem czasu, to i sami rolnicy nie dopominali się o nie, ponieważ wiedzieli, iż rekompensata im należna, wypełni tylko karty statystyczne, a to nie pokryje faktycznie poniesionej szkody.

Szkody leśne to oddzielna działka w systemie gospodarowania zasobami naturalnymi w Polsce. Z konieczności dzielą się one w tym przypadku na dwa rodzaje, z których jeden stanowi własność państwa /lasy podległe ALP/, a drugi to lasy prywatne, należące do indywidualnych właścicieli. ALP-z powodów, o których wcześniej wspomniałem, prowadziła tylko statystykę zniszczeń bobrzych, ale żadnej rekompensaty z tego tytułu nie otrzymywała. Ci ostatni z oczywistych względów, zawsze z miejsca żądali wypłaty za drzewa ścięte przez bobry. W mojej obserwacji dostrzegłem, że i te szkody mieszczą się w sferze delikatnej materii. A wynikało to z tego, że wielu właścicieli lasów prywatnych pomimo ciągłych interwencji nie otrzymywali nawet w części należnej im rekompensaty za poniesione szkody, w wyniku działania bobrów. A inni natomiast świetnie sobie z tym procederem radzili i brali znacznie więcej, niż im się faktycznie należało. Ta sytuacja powtarza się podobnie, jak za wcześniej przedstawione szkody, dotyczące zniszczenia hodowlanych akwenów wodnych.

Jeden z uciążliwszych rodzajów szkód, powstałych przez bliski kontakt człowieka z bobrami, to niespodziewane zatkanie przepływu w układzie melioracyjnym oraz w systemach odwadniających najbliższe otoczenie siedzib ludzkich. Nierzadko w wyniku tak nagłego zbliżenia się bobrów do ludzi, oraz z powodu ich szybkiego i skrytego działania /nocą/, często uszkodzone zostały podziemne systemy kanalizacyjne i deszczowe oraz energetyczne i telekomunikacyjne. W tym przypadku, ze zwrotem za poniesione szkody, było też bardzo różnie, ponieważ bardzo trudno było wykazać ich wielkość oraz udowodnić że to są akurat szkody bobrze. I tym razem poszkodowany też w prosty sposób, przegrywał z tymi przemyślnymi zwierzętami.

Z moich obserwacji siedlisk bobrzych w Polsce i Kanadzie (co zawdzięczam kolegom myśliwym z Polskiego Klubu Myśliwskiego w Kanadzie) wynika, że ten sam gatunek różni się od siebie wieloma czynnikami i zależnościami. Polskie bobry w stosunku do kanadyjskich są potężniejszej budowy ciała, o sukni ciemnobrązowej z odcieniem koloru czarnego, a kanadyjskie mają ubarwienie żółto brunatne z odcieniem ciemnobrązowym. Trudno jest w tym miejscu powiedzieć, jak znaczna jest różnica, w wadze bobra polskiego /europejskiego/ i kanadyjskiego. Ale według mnie, wszystko wskazuje na to, że ta różnica sięga od 1/4 do 1/3 wielkości tuszy na korzyść bobra polskiego. Przyrównując te dwie populacje bobrów, należy podkreślić, że bóbr żyjący w Polsce istnieje w znacznie większym zagęszczeniu, niż bóbr kanadyjski. I w jednym i drugim przypadku jest to właściwa odpowiedź na to, jak najbezpieczniej mają się zachować przy życiu, te istniejące populacje zwierząt. Duże ich zagęszczenie w pełnej dzikości, nie mogłoby tylko tak sobie pozostać i funkcjonować bez żadnych skutków i konsekwencji, na inne walory przyrodnicze. Bobry swą obecnością czynią zbyt duże spustoszenie, w najbliższym otoczeniu ich bytowania, co w warunkach pełnej mizantropii musi być usystematyzowane i ostatecznie zapięte, w określone przez przyrodę ogniwo łańcucha ekosystemu. Gdyby istniejące zagęszczenie populacji bobrów, „przenieść” z Polski do Kanady, to wówczas przy tak dużym ich zagęszczeniu, wykształtowałoby się nowe drapieżnictwo, oraz powstałyby nowe żywioły środowiskowe, które zredukowałyby tą populację do wielkości obecnie istniejącej, oczywiście w Kanadzie.

Zupełnie odwrotnie dzieje się w Polsce, gdzie ten gatunek chroni swoje istnienie znaczną liczebnością. Trudno jest ukryć w tym momencie błąd człowieka, bo niepotrzebnie „pomógł bobrom” się rozprzestrzenić, drogą reintrodukcji. Bobry i tak same, bez ludzkiej pomocy zasiedliłyby wszystkie wolne niże ekologiczne, sprzyjające ich bytowaniu. A tak jest ich o wiele za dużo i na dodatek, stało się to w niezmiernie krótkim czasie. Ale z kolei w polskiej rzeczywistości, tylko liczne zagęszczenie, zapewnia przetrwanie tej populacji. Polska jest zbyt małym krajem, by przyroda mogła odpowiedzieć temu gatunkowi wyspecjalizowanym drapieżnictwem, czy jakimś żywiołem, który by zdziesiątkował tą populację bobrów. Bóbr jest bardzo elastycznym życiowo zwierzęciem, ale nie jest odporny na wszystko, co wykazano po drugiej wojnie w Polsce. Przed wojną Kielecczyzna była identycznie, tak jak i teraz zabobrzona. Nawet rzeka pod Kielcami nosi do dziś nazwę Bobrza. Ale co się stało, że ta populacja na długie lata zeszła, całkowicie z tego krajobrazu. Przyczyna była prosta, rzekami płynęły ścieki chemiczne, a z dnia na dzień ubywało nawet cieków wodnych o jakiejkolwiek czystości wody. Czyli bobry wówczas wykończyła pazerna cywilizacja. Stąd i ich odpowiedź, którą mają zakodowaną w genach, że jedyną obroną na taką bezmyślność ludzką, jest ich liczne zagęszczenie, co w sumie mieści się w logice normalnego myślenia, a im w naturalnej rzeczywistości, daje motto na przetrwanie.

Teraz wróćmy do pierwszego akapitu, w którym określiłem ekspansję bobrów wobec ludzi, gdyby miały w swoim ustroju choć trochę ze szczurzego podejścia do życia. Czy wówczas, groziłby człowiekowi jeszcze jeden żywioł ze strony bobrów. Trudno jest dać tu ostateczną i autorytatywną odpowiedź, bo nikt coś podobnego nie przeżył. Ale wychodząc z hipotetycznego założenia, że bóbr podobnie jak szczur, kierowałby się silną ekspansją zajmowania miejsc biotopowych, czyli co trochę nowego terytorium, i dodatkowo wykorzystywałby /jak szczur/, do tego swoją trwałą więź populacyjną, to wówczas człowiek miałby z tym gatunkiem niewspółmiernie wielkie kłopoty, a tym samym ze swoim bytowaniem. Rzeczywistość jednak pokazała coś odwrotnego. Bóbr jest zwierzęciem stadnym, ale tylko do granic własnej rodziny. Specjaliści z tego kręgu często podkreślają, że największym drapieżnikiem wobec bobrów, są same bobry. Nierzadko sam odnajdowałem wzdłuż cieków wodnych unicestwione tusze bobrów, przez same bobry. Bóbr nie toleruje „obcego” bobra, na swoim rodzinnym terytorium. Ale niestety te przypadki zdarzają się bardzo często. Wynika to z „procesu” kojarzenia się w pary, nowodojrzałych bobrów. Bóbr gotowy do rozrodu, uchodzi z rodzinnego żeremia /siedliska/, i dodatkowo sygnalizuje swoją dojrzałość płciową specyficzną wonią /tzw. „strojem bobrowym”/, który uchodzi mu z gruczołów analnych, mieszczących się w okolicy odbytu. Ten „strój bobrowy”, pomimo bezpośredniego zrzutu do wody, przybiera formę jednolitą, tak jakby był zapakowany w ultra gumę, pojemności kilku wiader, która zwinnością ośmiornicy wędruje w odchłań wód rzecznych. Ta dawka tego kojarzącego „stroju” wystarcza nawet na ponad 100-kilometrową trasę rzeczną. I na tej trasie, najczęściej giną młode /3-letnie/ gotowe do rozrodu bobry, które z konieczności, muszą przepływać przez terytorium, innej bobrzej rodziny. Bywa czasem i odwrotnie, że przepływający skutecznie odeprze atak, miejscowego bobra.

Bobry po człowieku czynią największe spustoszenie, w swoim najbliższym otoczeniu, przyczyniając się do znacznych zmian krajobrazowych. Gdy zagłębimy się w istotę tych zmian, to spostrzeżemy, że te zmiany w sposób uporządkowany kolerują z przeróżnymi funkcjami przyrodniczymi i środowiskowymi. Mnie akurat zainteresowała jakość i czystość wody, przed siedliskiem bobrów i za ich ostatnią tamą. Postawiłem sobie pytanie - czy woda przepływająca siedlisko i tamy bobrów zmienia swoje właściwości? Żeby do tego dojść należało najpierw wykonać wiele pracy. W pierwszej kolejności musiałem wykonać, na miejscu przewidzianym do badań, stosowne oprzyrządowanie /kładki, pomosty, siedziska/. Wybrane miejsce, też musiało posiadać walory, umożliwiające dokonanie tej pracy, we właściwy sposób.

Ale zanim spróbuję na to pytanie odpowiedzieć, konieczna wydaje mi się krótka informacja o tych ssakach. Bóbr rzeczny /laster fiber/ należy do cięższych ssaków. Dorosły osobnik ma długość ciała 80 cm, ogona 30 cm /kielni/, waży średnio 18 kg /max 32 kg/. Przystosowany jest do życia lądowo-wodnego. Możliwość przemiennego przebywania na lądzie /szczególnie na bagnach/ oraz w głębinach wodnych, zawdzięcza bóbr swej budowie ciała. O tych jego możliwościach decyduje jego płaski pokryty łuską ogon /kielnia/, małe palcowate przednie i masywne z płetwami tylne łapy, oraz bardzo trwałe pokrycie futrzane, o błotnistym kolorze z odcieniem ciemnobrązowym do czarnego włącznie.

Miejscem bytowania bobrów w skali makro jest Europa i cała Azja oraz kontynent Północno Amerykański. Bobry bezpośrednio chętnie przebywają na brzegach rzek, strumyków, remiz wodnych oraz w pobliżu głębokich jezior. Wybrane miejsce ich stałego bytowania charakteryzuje obfitość w olchy, topole, brzozy i drzewa liściaste o gęstym pokryciu z różnorodnej roślinności. Bobry w swoim jadłospisie mają około 300 gatunków roślin, najchętniej jednak spożywają topole, wierzby iwy, olchy /korę, gałęzie i liście/ i wybrane gatunki traw.

W trzecim /czwartym/ roku życia uzyskują płodność, wydając na świat potomstwo w ilości 1-5 bobrząt. Bobry naturalnie i aktywnie czują się w leśnej biocennozie. Podgryzając drzewa, montują zabezpieczenia, kanały, żeremia i robią schematyczne systemy nor. Powalając drzewo, odgryzają gałęzie, dzieląc je na kawałki, które wprowadzają do żeremia. Cienkie gałązki zjadają w całości, z grubszych konarów odgryzają korę, a okorowane żerdzie wykorzystują jako budulec na żeremie i tamy. Na zimę bobrza rodzina zbiera zapas gałęzi do 30 m3. Ssaki te robią nory na brzegach rzek i jezior, z wejściem spod wody i otworem obserwacyjnym. Żeremia konstruują z gałęzi i ziemi na niskich bagnistych brzegach. Tamy do 200 metrów długości, budują na obrzeżach swoich siedlisk, a tamy zaporowe na rzekach stawiają nawet na wysokość do 7 metrów od jej podstawy i 1,5 metra nad powierzchnią lustra wody. Dzięki takim możliwościom budowlanym, bobry zatapiają brzegi rzek i jezior, rozszerzając swój biotopowy teren, uzyskując w ten sposób łatwiejsze dojście do miejsca, przygotowywania drewna na karmę i budowę tam i żeremia. W rezultacie ich bytowania znikają w najbliższym otoczeniu przeróżne gatunki drzew, a w ich miejsce, szybko odrastają różnorakie odrosty, w postaci podszycia z przewagą krzewów.

Siedliska bobrze sprzyjają naturalnej hyrologii, dzięki czemu gromadzą się w tych miejscach ptaki i ryby. W ślad za nimi bardzo często wędruje wydra. Powalone przez bobry drzewa, wzbogacają bazę pokarmową zwierzyny płowej i zajęcy. W opuszczonych po bobrach miejscach, pojawiają się lisy, borsuki i jenoty. Jedynymi wrogami bobrów są wilki, niedźwiedzie, rosomaki a przede wszystkim ......... ludzie.

Wracając jednak do postawionego wcześniej pytania, przyznaję, że nie miałem pewności, czy faktycznie bobry oczyszczają czy zanieczyszczają wodę. Na odpowiedź musiałem czekać kilka miesięcy, a to z powodu możliwości technicznych, którymi wówczas dysponowałem oraz wynikającej z potrzeby, rozłożenia tych badań w czasie. Cała doskonałość tych badań tkwiła również w tym, żeby wykonać jak najwięcej prób w znaczących odstępach czasu.

Ostatecznie wykonałem trzy podejścia, w trakcie których dokonałem wiele prób badawczych wody w październiku, listopadzie i grudniu, pobierając do każdej z nich, wodę opływającą siedlisko bobrów przez łąki, przed i po opłynięciu, oraz identycznie przed zespołem tam bobrzych i zaraz za nimi. Wyniki z jednego podejścia, uśredniałem na podstawie dokonanych wielu próbach badawczych, w celu uzyskania ostatecznie, najwiarygodniejszych wyników badanej wody. Oczywiście, wszystkie próby pobrania wody, dokonałem zgodnie z zaleceniami i obowiązującymi normami. Wyniki badań wody zestawiłem w trzech grupach, to jest po badaniach odczynu, badaniach fizyko-chemicznych i badaniach bakteriologicznych.

  • Badania odczynu wody we wszystkich pobranych próbach wykazały, że jego wartość ma niewielkie odchylenia, w zależności od czasu pobierania prób wody. Próby pobrane w październiku wykazały, że przed siedliskiem bobrów odczyn stanowi pH /7,25 - 7,27/, a za całym siedliskiem tj. ostatnimi ciekami i ostatnią tamą, odczyn pozostawał przy pH /7,27 - 7,30/. Badania odczynu wykonane w listopadzie wykazały niewielkie różnice, w stosunku do październikowych. Odczyn wody przeobraził się z alkalicznego w kwaśny. Przed siedliskiem bobrowym wynosił pH /6,91 - 6,94/ zaś za ostatnimi ciekami i ostatnią tamą, odczyn sięgał wartości pH /6,92 - 6,96/. Grudniowe badania wody, potwierdziły dalsze niewielkie odchylenia odczynu w kierunku kwasowości. Pobrane identycznie próbki wody, w analogiczny sposób jak poprzednio, przed bobrzym siedliskiem wynosiły pH /6,87 - 6,92/ i zaraz za nim pH /6,89 - 6,94/. Przeprowadzone badania odczynu wody, wykazały, że waha się on w granicach dopuszczalnych dla pierwszej klasy czystości rzek, który wynosi pH /6,5 - 8,0/. Zauważyć można, że przepływ wody przez siedlisko, zmienił w czasie badań, swój odczyn w niewielkim zakresie w kierunku alkalicznym. To potwierdzało się również pomiędzy poszczególnymi badaniami, w okresach comiesięcznych.
  • Badania fizyko-chemiczne wody dokonano w sposób normatywny, zgodnie z obowiązującymi przepisami na odczynniki i substancje występujące w tej klasie i kategorii rzek. Poniżej zestawiono średnie wyniki z trzech ww. podejść /paździer., listop., i grudz./; ( przed - oznacza, że te dane dotyczą wody pobranej przed siedliskiem bobrów, natomiast oznaczenie, za - dotyczy danych z wyników badań wody pobranej za siedliskiem bobrów);
    • Mętność ......................przed 5 mg/dm3, ...................... za 4 mg/dm3,
    • Barwa ......................przed 20 mg/dm3Pt ...................... za 25 mg/dm3Pt,,
    • Zapach ......................przed z 1R ...................... za z 1R,
    • Twardość ....................przed 4,5 mval/dm3 ...................... za 4,5 mval/dm3,
    • Żelazo ogólne ..............przed 0,2 mg/dm3 Fe ..................... za 0,3 mg/dm3 Fe ,
    • Chlorki .......................przed 8,0 mg/dm3 -Cl, ...................za 8,0 mg/dm3 -Cl,
    • Amoniak .....................przed 0,08mg/dm3 (NNH +4) ............za 0,14mg/dm3 (NNH +4),
    • Azotyny .....................przed 0,003mg/dm3 (NN0-2) ............ za 0,005mg/dm3 (NN0-2),
    • Azotany ......................przed 1,3 mg/dm3 (NN0-3) ...............za 1,3 mg/dm3 (NN0-3),
    • Utlenialność ................przed 4,8 mg/dm3 0-2, ......................za 4,6 mg/dm3 0-2 ,
    • Przewodnictwo ...........przed 470 µScm-1 , ..........................za 500 µScm-1 ,
    Przedstawione wyniki badań wody, przed i za siedliskiem bobrów /jak ww. układzie/, wykazały w jednym tylko przypadku niewielkie przekroczenia /przed o 2 mg/dm3 i za o 1mg/dm3/ w mętności. W pozostałych czynnikach, określających jakość badanej wody, nie stwierdziłem żadnych przekroczeń, poza granice dopuszczalne, dla pierwszej klasy czystości wody rzecznej, stwierdziłem jedynie, że ww. czynniki i substancje w badanych przypadkach, występują znacznie poniżej zalecanej normy.
  • Badania bakteriologiczne wody przed i za siedliskiem bobrów, czyli ostatnią ich tamą zaporową, wykonałem równolegle z ww. badaniami. Analiza bakteriologiczna obejmowała oznaczenie, liczby bakterii psychiofilnych i mezofilnych w 1 cm3 wody, oraz bakterii grupy coli typu fekalnego. Badania te stanowią podstawową sanitarną analizę wody i pozwalają na określenie klasy czystości wód powierzchniowych, zgodnie z rozporządzeniem w sprawie klasyfikacji wód RM/87/Dz.U.42 poz.248/. Ogólną liczbę bakterii rozwijających się w temperaturze 200C /psychiofile/, stanowią właściwe bakterie wodne oraz nieliczne glebowe. Duża liczba tych drobnoustrojów, świadczyć może o dopływie wody, o znacznych ilościach substancji organicznych, stwarzających dogodne warunki dla rozwoju bakterii psychiofili. Na ogólną liczbę bakterii mezofilnych /rozwijających się w temperaturze 370C/, składają się bakterie ściekowe, oraz niektóre glebowe. Duża liczba tych bakterii, świadczy o dopływie zanieczyszczeń do wody. W wodach rzecznych, bakterie psychiofilne, przewyższają liczbowo bakterie mezofilne. Miano coli, jest to najmniejsza objętość badanej wody, wyrażona w 1 cm3, w której stwierdza się jeszcze, obecność bakterii grupy coli.

Zestawienie średnich wyników z dokonywanych badań w poszczególnych miesiącach.

Lp.

Miejsce pobrania wody do prób, oraz miesiące ich realizacji;

Ogólna liczba bakterii w 1 cm3, badanej wody; psychiofiln. 200C

Ogólna liczba bakterii w 1 cm3, badanej wody; mezofilne 370C      

Miano coli, typu  fekalnego

Klasa czystości badanej wody rzecznej, przepł. przez siedl. bobr.

1

2

3

4

5

6

 

Dotyczy wody

przepływającej

przez

siedlisko

bobrze.

 

 

 

 

 

 

 

październik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1.1

przed siedliskiem

600

55

0,4

II

1.2

za siedliskiem

840

66

2

I

 

 

 

 

 

 

 

listopad

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2.3

przed siedliskiem

1.400

450

4

I

2.4

za siedliskiem

700

100

>20

I

 

 

 

 

 

 

 

grudzień

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3.5

przed siedliskiem

1.300

420

4

I

3.6

za siedliskiem

800

100

>20

I

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dotyczy wody

opływającej

siedlisko

bobrów.

 

 

 

 

 

 

 

 

październik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

4.7

przed siedliskiem

600

55

0,4

II

4.8

za siedliskiem

640

60

0,4

II

 

 

 

 

 

 

 

listopad

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

5.9

przed siedliskiem

1.400

450

2

I

5.10

za siedliskiem

1.200

430

2

I

 

 

 

 

 

 

 

grudzień

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

6.11

przed siedliskiem

1.300

420

4

I

6.12

za siedliskiem

1.100

400

4

I

 

 

 

 

 

 

Na podstawie zestawionych wyników, uzyskanych w autorytatywnych jednostkach /Politech. Warszawska, Politech. Świętokrzyska i Sanepid - Kielce/ można stwierdzić, że jakość wody /miano coli/ w próbach pobranych przed dopływem wody do siedliska i po jej przepłynięciu, tuż za ostatnią tamą, uległa poprawie z wartości z 0,4 na 2 oraz w dwóch przypadkach z wartości 4 do >20. W przypadku pobrania próby za tamą, ale z wody opływającej bobrze siedlisko, jakość wody uległa niewielkiej zmianie /p. 4.7 i 4.8/. Występujące niewielkie różnice w ilości bakterii /psychiofilnych i mezofilnych/, przed z za siedliskiem bobrów /p. 1.1 i 1.2/, świadczą w tym przypadku, o reakcjach biochemicznych, zachodzących w wodach przepływających, przez to siedlisko bobrze. Te wyniki dotyczyły miesiąca października.

Ma to związek z gromadzeniem przez bobry zapasów żywności na zimę. W pozostałych próbach /z listopada i grudnia p. 2.3-3.6 i p. 5.9 i 6.12/, badana woda po przepływie przez siedlisko bobrów, znacznie zmniejszyła liczebność tych bakterii, psychiofilne o 40-50% oraz mezofilne o ponad 300%. Na tej podstawie można wnioskować, że jakość wody dzięki bobrom, uległa wyraźnej poprawie. W konkluzji dokonanych badań i uzyskanych wyników można stwierdzić, że bobry swym siedliskiem, przegrodzonym tamami tworzą nietypowy układ hydrologiczny, który znacznie poprawia jakość wody rzecznej, a w wielu przypadkach zmienia nawet jej klasę czystości.

Bobry jak żadne inne zwierzęta, są niezmiernie aktywne przez całą dobę, a szczególnie nocą. Ta ich aktywność wynika ze sposobu ich życia. Bo one w odróżnieniu od innych zwierząt, poza zdobywaniem pokarmu, muszą jeszcze budować bardzo skomplikowane fortece, utrzymujące ogromne parcia wody. Nie jeden już amator próbował „wprowadzić” ulepszenia w siedlisku bobrzym, by wody przybywające z tego tytułu, nie zalewały pól i łąk. Z reguły człowiek w takim przypadku z bobrem przegrywał. Bo co człowiek mu przestawił w ciągu dnia, on nocą to naprawił i dodatkowo wzmocnił. Bóbr zaciekle broni swojego rodzinnego siedliska i odeprze każdego intruza, ze swojego otoczenia. Kiedy ma swą kielnię /ogon/ zanurzoną wodzie, czuje się bardzo pewnie na swoim terytorium. Nawet wilk go nie weźmie, w takich okolicznościach, bo jego strugii /zęby/ miażdżą i jak maszyna do szycia siekają, każdy przedmiot miększy od stali, który mu trafił nieporządanie do jego pyska. O tym niejednokrotnie przekonali się poławiacze bobrów i nielegalnie polujący, na nie kłusownicy. Bóbr w mgnieniu oka potrafi amputować palce od nogi wraz z gumofilcem, a nawet znaczną część ludzkiej stopy.

Tym artykułem pragnąłem zbliżyć miłosnikom przyrody, chociaż fragment z życia tych jakże szlachetnych zwierząt, jakimi są bobry. Fragment z ich życia ukazałem na tle polskich okoliczności środowiskowych i przyrodniczych, ponieważ tu w Kanadzie o takich jak w Polsce problemach, wynikających z kolizji przyrodniczych, nikomu nawet by się nie przyśniło. A wynika to choć by ze wskaźnika /ww./, zgęszczenia populacji ludzkiej, na jeden kilometr kwadratowy. Dlatego tu w Kanadzie, ten problem w stosunku do polskiej rzeczywistości, jest wprost proporcjonalnie oddalony, o taką wielkość, jak się ma zagęszczenie ludności w tych dwóch krajach tj. 3,6 do 125 na km2. Czyli o blisko 35 razy na korzyść Kanady. Te liczby wykazują i urzeczywistniają w miarę obiektywnie, wielkość problematyki wynikającej z bytowania bobrów w Polsce i Kanadzie. I tak o bobrach, można by rozważać bez końca, omawiając poszczególne okresy, z ich życia. Oczywistym jest, że to co Państwu przedstawiłem, jest tylko namiastką wybranych ciekawostek z życia bobrów. I trzeba się z tym pogodzić, że niesposób je wszystkie umieścić w jednym artykule. Warto w tym miejscu jeszcze jedną z nich przytoczyć, że po uzyskaniu dojrzałości w trzecim roku życia, po okresie współżycia rodzinnego, przechodzą one swoistego rodzaju metamorfozę „zmiany swojego zachowania z podopiekuńczego na samodzielne”. A to z reguły trwa przez trzeci/czwarty roku ich życia. Jest to rok szybkiego przeistaczania się bobrów, w silne i samodzielne osobniki. Ta tężyzna jest im niezmiernie potrzebna, do pozyskania własnego terytorium oraz do wybudowania kompletnej fortyfikacji, służącej im bardzo często, na całe rodzinne życie. Od tego momentu sukcesywnie, bo corocznie wydają na świat potomstwo. Czas rozrodu u bobrów trwa z reguły do dziesiątego roku życia. Na przestrzeni tego okresu, jedna rodzina bobrza rzuca od 6 do 8 miotów, przez czas swojego życia. Oczywiste jest, że ma to miejsce, w normalnym przebiegu ich życia, kiedy na to mają wpływ, tylko i wyłącznie zależności natury biologicznej i środowiskowej. I w takim normalnym biologicznym przypadku, też bywają odstępstwa od tzw. skrajnej ilości, rzucanych bobrzych miotów, aż od 5 do 10 przez cały okres, ich życia. Z tego jasno wynika, że bardzo duża część tej populacji, żyje samotnie przez większą część swego życia. A to wynika z długości całego ich życia, ponieważ jednostki dożywają 30 lat. U bobrów stwierdzono, że jeżeli przestały wydawać potomstwo, w danym sezonie wegetacyjnym, to już nigdy nie powtórzą żadnego rozrodu. W chwili obecnej w wymienionych przypadkach, bobry mogą być bez żadnych obaw, zwierzętami łownymi. Ich tusze powinny być, w pełni zagospodarowane /futro, strugi i mięso/, a największy uzysk można mieć, z tzw. „stroju bobrowego”, który jest niezastąpionym dodatkiem do wyrobów kosmetycznych.

Zbliżając się do zakończenia, tak bliskiego mi i zarazem wdzięcznego opisu, tych - co by nie mówić - egzotycznych zwierząt, przytoczę jeszcze jedną o nich historię, z życia wziętą. A miało to miejsce 1988 roku na Kielecczyźnie, kiedy to jedna z wielu rodzin bobrzych, spowodowała zalanie użytków rolnych, komuś z bliskich ówczesnemu aparadczykowi z KW PZPR w Kielcach. Interwencja z tego powodu była natychmiastowa. Powołano również, i to bardzo szybko, na tę okoliczność, „jakieś tam plenum wojewódzkie”, pod egidą tegoż KW PZPR. I na to „plenum” poproszono i osoby bezpartyjne, tj. mnie i Prof. dr hab. Wirgiliusza Żurowskiego, jako znawców zaistniałego przypadku. Na tym „plenum”, towarzysze z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wysłuchali nas i ostatecznie sami podjęli decyzję, bo oni „widzieli” na ten temat dużo więcej i lepiej. Postanowieniem wspomnianego „plenum” zapadła decyzja, że w tamę bobrzą należy wepchnąć ceramiczną rurę /Æ 150 mm/ przelotową, po to, by nadmiar wody przez nią odpływał. Przedsięwzięcie to było nader trudne do realizacji. Ale kto w tym czasie śmiałby przekształcać „złote myśli”, wprawdzie już dogorywającej w tym czasie, ale jakże „nieomylnej partii”. Pomimo wielu trudności wykonawczych i znacznych kosztów finansowych, rurę ceramiczną, o kilku metrowej długości, wepchnięto w tamę bobrzą i to na jej przestrzał. Mój nauczyciel Prof dr hab. Wirgiliusz Żurowski powiedział mi wówczas, że bobry z miejsca dadzą odpowiedź na ten ludzki wybryk, przeciwko naturze. I zrobią to, co powinny, nie zwołując żadnego „plenum”. Już na drugi dzień, przelot w tej rurze był zatkany. Mało tego, bobry wzmocniły tą tamę i jednocześnie podniosły znacznie wyżej poziom wody. W ten sposób, dobra pociotka towarzysza, z KW PZPR zostały jeszcze bardziej zanurzone w wodzie. A na to zdarzenie bardzo szybko padła ze strony KW PZPR odpowiedź, że to jest oczywisty sabotaż, a winnego zatkania rury należy przykładnie ukarać. Bo przecież to nie możliwe, żeby ten „wynalazek” nie pofunkcjonował nawet jednej doby. Tak twierdzili ówcześni towarzysze. Po tym zdarzeniu, towarzysze wydali kolejne polecenie, żeby rurę przetkać i dodatkowo ustawić tablicę ostrzegawczą i to emaliowaną. To wszystko, za znaczne pieniądze, ponownie zostało wykonane. A bobry swoim zwyczajem nic sobie z tego nie robiły, rurę powtórnie zatkały, a tą tamę jeszcze bardziej wzmocniły i na dodatek wydłużyły tamy nabrzeżne tak daleko, że wspomnianych użytków interweniującego towarzysza, już w ogóle nie było widać, spod wody. Nocne warty i sama konfiguracja zalanego terenu jasno wskazywała, że nie mógł nikt inny tego zrobić, poza bobrami. Wobec takiej sytuacji, ci sami decydenci zawnioskowali, żeby tamę rozwalić i tym samym spowodować przemieszczenie się bobrów w inne miejsce. Realizacja tego zamiaru, wymagała ustawienia przy samej tamie koparki. Użycie tak ciężkiego sprzętu, w tym miejscu, było co najmniej ryzykowne i niepoważne, choćby i z powodu prawnej ochrony tych zwierząt. Ale upartość w tym „miejscu”, przerosła zdrowy rozsądek. Koparkę ustawiono w odpowiednim zasięgu, z oczywistym przeznaczeniem. I gdy już było wszystko z tej strony dopięte na ostatni guzik i miały się rozpocząć roboty rozwalające bobrzą tamę, stało się coś nieoczekiwanego. Bobry przez poprzedzającą te roboty noc, spuściły bardzo potężną olchę/osikę wprost na kabinę stojącej koparki. Uderzenie tej olchy/osiki, było tak mocne i tak skuteczne, że z powodu nastąpiło zmiażdżenie pulpitu sterowniczego, koparka stała się z miejsca kupą złomu. Po nie długim czasie, już chyba tylko ze wstydu, wyholowano to bezużyteczne urządzenie. A bobry jak to bobry, żyły w tym miejscu jeszcze przez długie lata. Można rzec z całą pewnością, bo było to w okresie końca lat 90-tych, że te bobry przeżyły całą fazę przekształcenia ustrojowego Polski. I nie można im tego „zarzucić”, że one nie przyczyniły się do upadku totalitarnego komunizmu. Nie ujawniam szczegółowego położenia, tego miejsca z dwóch powodów. Po pierwsze z powodu tego wstydu, a po drugie, że ci sami ludzie z wymienionego KW PZPR i dzisiaj po niewielkim przebarwieniu rządzą naszym krajem. To oni ponowili i to w obecnym czasie, zainstalowanie podobnych „koparek”, ale przy rodzinach naszych rodaków. Szkoda tylko, że w takim momencie, osaczony człowiek nie potrafi się obronić, wskazanym sposobem przez bobry. Bo być może, gdyby tam jakaś olcha czy osika, walnęła ponownie, ale tym razem w pulpit sterujący krajem, to napewno żyło by się ludziom w naszym kraju o wiele lepiej, przez następne długie lata, tak jak wspomnianym bobrom. Bobry zadziwiły człowieka już niejednokrotnie, a najbardziej chyba swoimi przemyślnymi konstrukcjami zaporowymi na rzekach. Gdyby tak człowiekowi, kazać zbudować identyczne urządzenie zaporowe /tamę/ na rzece, przy jej pełnym biegu, tylko z gałązek i ziemi oraz palików, to byśmy się chyba wtedy przekonali, kto tu rzeczywiście w naturalnym środowisku ma przewagę. Te jakże pracowite i wdzięczne zwierzęta, dla naturalnego środowiska, pełnią w niży systemu ekologicznego, niesłychanie pożyteczną rolę. One wbrew wszelkim przekonaniom, regulują systemy nawadniające, wzbogacając w ten sposób, zubożałe powierzchnie i ich najbliższe otoczenie, w tak niezbędne dla tej ziemi, przeróżne organizmy żywe i to w skali mikro i makro. I tak by można pisać i rozważać o nich bez końca, jako o niby powszechnie już znanych, ale jeszcze nie tak do końca rozpoznanych, zwierząt „Świata”, przez człowieka.

Dlatego warto i na koniec o tym też wiedzieć, o czym dość często mówiło się na wielu odczytach i sympozjach na temat bobrów, o wielkim szacunku dla tych zwierząt, który trwa wobec nich od tylu wieków, po dzień dzisiejszy, oraz również i o tym, że już Kazimierz Wielki nasz Polski Król, dostrzegł w bobrach sprzymierzeńca, bo inaczej nie wyraziłby się tak o bobrach,- „Chcesz być dobry, to kochaj bobry”.

do góry

Michał Kiełb