Biesiada Hubertowska 2006

Biesiada Hubertowska – 5 listopada 2006 roku. Odwiecznym zwyczajem polscy myśliwi na całym Świecie przestrzegają i świętują hubertowską tradycję. Warto w tym miejscu się zatrzymać choćby na moment, by rzec samemu sobie chociaż półgłosem, dlaczego i z jakiego powodu czcimy swojego myśliwskiego patrona? Dobrze też wiedzieć kim jest on faktycznie i od kiedy uznajemy naszego patrona Świętego Huberta. Z tą wiedzą w drugiej połowie XX wieku było różnie, nawet w naszym myśliwskim środowisku, na co bez wątpienia miała wpływ miniona epoka zależności państwowej. I wiele w tym czasie narodowych symboli ulegało powolnej degradacji. Ale na nasze szczęście czasy się te zmieniły. Nastąpiła też częściowa odnowa i w naszym myśliwskim środowisku.

I czas destrukcji moralnej myśliwych odszedł na szczęście z krajobrazu naszej Ojczyzny, dzięki czemu możemy być spokojni o miejsce wśród polskich pasjonatów myślistwa naszego patrona Świętego Huberta. Ale zanim nastał Święty Hubert to żywoty jego poprzedników były również wzorem do naśladowania dla myśliwych. Wykorzystam to miejsce na chwilę wspomnień, jakich to patronów wcześniej miała społeczność myśliwska.

Łowy, dzisiaj są przekształcone w pasję myśliwską określonej grupy ludzi, ale już w mitologii zapisane są jako najstarszy zawód na Świecie. To zajęcie na rozdrożach niekończących się borów leśnych, było nader niebezpieczne i wyczerpujące. Nierzadko trudno było o sukces łowiecki, który zapewniał podstawowe pożywienie. Stąd pradawni myśliwi, w czasach przed naszą erą swoje prośby o opiekę kierowali do Artemidy opiekunki łowów i zwierzyny oraz bogini świata roślinnego i zwierzęcego. Była ona wielką łowczynią, o czym mówią opisy mitologii starożytnej Grecji. Potem dostrzegamy, że Starożytni Rzymianie na bazie kultury greckiej świętowałi jako patronkę myśliwych Dianę. I to był koniec dominacji kobiet, jako patronek myśliwych.

Ale zanim doszło w naszej kulturze łowieckiej do sprawowania patronatu przez Świętego Huberta a wcześniej przez Świętego Eustachego, w ich miejscu byli jeszcze tacy święci jak Michał, Jerzy, Julian, Sebastian, Bawon i Emeryk. To wówczas poprzez ich wstawiennictwo myśliwi mieli mieć opiekę w postaci bezpieczeństwa i sukcesu na łowach. Obecny nasz patron Święty Hubert nim został opiekunem myśliwych, polował nieustannie, bo był tak ogromnie zapalonym myśliwym. Aż na jednych z łowów, a było to w Wielki Piątek ukazał mu się jeleń albinos z wieńcem dziesiątaka, gdzie pomiędzy jego tykami widniał świecący z aureolą krzyż. Ten wizerunek jelenia przeobraził ówczesnego Huberta w człowieka głębokiej wiary, w następstwie czego zostaje on biskupem na terenach obecnej Belgii. Żył on w okresie, ur.656, zm.727. Patronem polskich myśliwych był już od X wieku, na równi z powstaniem naszego państwa. Na trwałe wpisał się polskim myśliwym pod koniec XV wieku. Tradycja kultywowania na dobre Świętego Huberta sięga epoki Sasów.

I tak od Sasa powracamy do naszych czasów a tak dokładniej do naszej kanadyjskiej rzeczywistości, która potwierdza wierność polskich myśliwych zrzeszonych w Polskim Klubie Myśliwskim w Kanadzie tradycji świętowania naszemu patronowi Świętemu Hubertowi. Na tą okoliczność Zarząd PKM w Kanadzie zmobilizował swoich członków do uczestnictwa w obchodach hubertowskich, które rozpoczęły się o godzinie 11-stej w dniu 5 listopada 2006 roku Mszą Świętą w kościele Świętego Maksymiliana Kolbego. Należy tu podkreślić, że w tym roku wyraziście na tej Mszy Świętej była wyeksponowana nasza intencja huertowska, poprzez samą jej celebrę prowadzoną przez naszego Kolegę myśliwego, księdza proboszcza Andrzeja Sowę, liczną naszą obecność w mundurach galowych, czytaniem Słowa Bożego przez kolegę Michała Kiełba oraz złożenie przyrzeczenia wierności ideałom naszego rodaka Papieża Jana Pawła II. To wszystko z końcem Mszy Świętej zostało odczytane przez księdza proboszcza, a obecni skwitowali nasze postanowienia oklaskami. W duchu pokory i wzajemnego zrozumienia udaliśmy się na bankiet hubertowski w restauracji „Fregata” przy ul. Dundas.

Tam na miejscu uczestników powitał i zaprosił do stołu Prezes Polskiego Klubu Myśliwskiego w Kanadzie Wojciech Posłuszny, a wspólną modlitwę dziękczynną poprowadził przybyły do nas ks. Andrzej Sowa. Gdy już nastąpiło pierwsze nasycenie wyśmienitym jadłem we wspaniałej polskiej restauracji, Michał Kiełb odczytał kilka wierszy Anny Błachuckiej, poetki ze świętokrzyskiego piszącej o myśliwskich przygodach. Kiedy wieczór zaczął stykać się z nocą, pomału bezszelestnie rozjechaliśmy się do swych domów z nadzieją, że czeka nas niebawem leśne wigilijne spotkanie.

Michał Kiełb